autor strony: Tomasz Horemski
Logowanie    Kontakt    Komunikaty Klubowe    Sprzedaż wysyłkowa
Strona główna -                                                                                                                                                                                      Zawody przez nas organizowane
..............................................................................................................................................................................................................................

ZDJĘCIA:

2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny

Kęsy Tomasz


2010-10-12, Radzyny

Kęsy Tomasz


2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny

Horemski Tomasz


2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny

Głodowski Miłosz


2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny



2010-10-12, Radzyny




• Zestaw związany z tym artykułem.
• Zestaw związany z tym artykułem.
Leszcze na Radzynach.
Leszcze na Radzynach.
2010-10-12, Radzyny                     
zal.Radzyny Małe, Radzyny

Duże leszcze łowione podczas zawodów wędkarskich to marzenie chyba każdego zawodnika. Spektakularne zwycięstwo za sprawą pięknych, złotych bonusów to cel niejednego wędkarza.

Nasza rzeczywistość jest jednak bardziej szara. Dużych, a nawet średnich leszczy jest z roku na rok coraz mniej, a na zawodach ciężko nawet o 300g osobniki tego gatunku, a co dopiero mówić o złotych kilogramowcach, czy większych okazach.

Niestety pogłowie tych pięknych ryb skutecznie jest redukowane przez sprzymierzone siły mięsiarzy, kłusowników i pseudogospodarzy wód, wspomagane przez czynniki naturalne jak przyduchy, koromorany i wydry. Mając na uwadze ogrom tych sił, trzeba docenić, jak wielką siłę przetrwania ma ten gatunek...




Z biologii leszcza wynika,że w wieku młodzieńczym, kiedy jest jeszcze leszczykiem (do około 100g), żyje w przybrzeżnej strefie litoralu, czyli tam gdzie brzegi jezior porasta wszelkiego rodzaju roślinnośćpodwodna i zanurzona. Tam ma doskonałe warunki rozwojowe, ze względu na dostępność pokarmu, jakim żywi się na początku swego życia.
Po przekroczeniu pewnego zmienia warunki bytowania i przechodzi w głębsze partie jeziora do tzw. strefy bentosu, gdzie przebywa większą część roku i z której to strefy wychodzi niezmiernie rzadko, np.na tarło.

Taki typ zachowań behawioralnych powoduje, że leszcza bardzo ciężko złowić batem, czy tyczką i niestety trzeba sięgnąć po odległościówkę.


Bardzo podobne warunki panują na zalewie Radzyny, które słynie z bardzo drobnej płoci, której jest tyle że niektórzy twierdzą, że trzeba ją odgarnąć łopatą, aby nabrać wody. Rzeczywiście, nasz ostatni weekendowy trening potwierdził to dokładnie, kiedy w siatkach mieliśmy po kilka kilogramów małej i średniej płoci.
Jednak wśród naszych połowów trafiały się również leszczyki. Niewielkie, jednak żaden z nas nie łowił wędką dłuższą niż 5m, więc szansy na większego leszcza raczej nie było.



Kilka dobrych lat temu łowiłem tam leszcze odległościówką, a nawet wygrałem nimi zawody, jednak było to tak dawno, że nie pamiętają tego najstarsi Indianie, a "siły sprzymierzonych" nie śpią i mogły z nimi dawno zrobić porządek...

Nic prostszego jak sprawdzić. Wraz z Tomkiem i Miłoszem wybraliśmy się nad zbiornik w środowy ranek. Moi towarzysze oddali się sztuce batowania, systematycznie wypełniając siatki drobną płotką i robili to dość skutecznie, o czym świadczą zdjęcia poniżej, przedstawiające ich urobek.




Ja zacząłem od solidnego wygruntowania łowiska (Gruntowanie odległościówką). Dno było płaskie, a głębokość wynosiła dokładnie 2,55m. Problemem była mgła unosząca się nad zalewem, która z rana była bardzo gęsta i uniemożliwiała znalezienie punktu odniesienia na drugim brzegu jeziora. Na szczęście już wkrótce opadła, a w jej miejsce pojawił się piękny, słoneczny dzień, na tyle ciepły, że pod koniec naszej sesji siedzieliśmy w krótkich koszulkach.



Niestety bezchmurne niebo i brak jakiejkolwiek falki na tafli jeziora nie jest najlepszą leszczową pogodą, dlatego, jednak tym się nie przejmowaliśmy.



Dobór zestawu jest przy odległościówce rzeczą zasadniczą, dlatego dość długo zastanawiałem się nad jego wyborem. W myśl ogólnie przyjętych prawideł sztuki wędkarskiej, kiedy głębokość wody nie jest większa od długości wędki, powinno się używać wagglera mocowanego na stałe. Jednak czy zawsze??? Otóż jakiś czas temu, krótko po Mistrzostwach Świata na Węgrzech, na jeziorze Valence rozmawiałem z Will Raisonem, dlaczego Anglicy jako jedyni używali ruchomego wagglera (slider), łowiąc na 2m głębokości, kiedy wszystkie inne nacje używały spławików mocowanych na stałe. Jego odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła, choć dla niego było to oczywiste. Otóż szczegół tkwił w technice rzutu, która miała ogromny wpływ na jakość przynęty:
Przy spławiku mocowanym na stałe, podczas rzutu następuje bardzo duże przeciążenie, wynikające z techniki rzutu. Jest to przyczyną zniszczenia, lub zabicia, albo w najlepszym razie osłabienia ochotki zakładanej na haczyk, a w przypadku łowiska, o którym rozmawialiśmy, gdzie ryby żerowały bardzo słabo jakość ochotki na haczyku miała znaczenie decydujące.

Przy rzucaniu sliderem, przynęta cierpi o wiele mniej i trafia do wody w bardzo dobrym, wręcz nienaruszonym stanie.



Inspirowany tą rozmową postanowiłem przygotować dwa zestawy. Jeden ze spławikiem typu slider, drugi mocowany na stałe. Oczywiście w żaden sposób nie chciałem sprawdzać słów Raisona, gdyż warunki miałem całkiem odmienne i spodziewałem się dużo lepszych rezultatów, niemniej jednak chciałem sprawdzić różnice w zachowaniu się tych dwóch zestawów. Po prawej i lewej stronie wyrysowałem diagramy tych zestawów. Pierwszy z nich uzbroiłem w mój ulubiony spławik Cralusso Pro Match Dart, o gramaturze 6g. Uwielbiam robienie zestawów z tym spławikiem! Jest tak banalnie proste, że dał by sobie radę z tym nawet przedszkolak:
1.Wymyślam wielkość obciążenia
2.Zakładam to obciążenie na żyłkę
3.Reguluję korpusem, ile antenki ma wystawać ponad wodę.

Czas wykonania 1-2minuty. Życie stało się prostsze!

Po prawej Slider. Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Trzeba zawiązać stoper, co nie jest takie proste. Wędkarze używają wielu różnych materiałów do zawiązania tego węzła i praktycznie każdy ma swój własny sposób. Ja nauczyłem się tego również od Raisona, który używa do zawiązania węzła tej samej żyłki, którą ma na kołowrotku. Wiąże się oczywiście dwa takie same węzły, które umieszcza się na żyłce jeden obok drugiego. Bardzo ważne, aby zostawić 6-8cm końce żyłki, dzięki którym węzły swobodnie przechodzą przez przelotki, a w razie potrzeby można przy ich pomocy dociągnąć poluzowany węzeł.



Oczywiście kolejny element to spławik. Ja używam spławików Cralusso Slider Zero. Spławik, ze specjalnym systemem przechodzenia żyłki, do którego nie trzeba używać żadnych dodatkowych łączników, czy innych elementów mogących plątać zestaw. (zobacz szczegóły)

Spławik ten standardowo nie ma jakiegokolwiek dociążenia, dlatego całe obciążenie umieszczamy na żyłce, choć istnieje możliwość przeniesienia jego części do wnętrza korpusu, gdzie wzorem innych spławików Cralusso tego typu, znajduje się komora do której możemy wsypać śruciny, przez co dociążymy spławik, a zmniejszymy ilość ołowiu na żyłce.



Ja wymyśliłem sobie diagram zestawu pokazany obok, który wygruntowałem w ten sposób, że oliwka znajdowała się 1-2cm nad dnem, a śrucina sygnalizacyjna leżała na dnie.

Założyłem, że oba zestawy miały przesuwać się jak najwolniej, lub najlepiej stać w miejscu. Zestaw, ze spławikiem mocowanym na stałe miał 1 śrucinę położoną na dnie. W rzeczywistości choć pogoda była bezwietrzna, to ruch wody wywoływany był przez tamę. Co prawda niewielki, jednak dość silny, aby powoli przesuwać nasz lżejszy zestaw. Zestaw ze Sliderem stał w miejscu bez jakiegokolwiek ruchu.

Stąd wniosek, że woda płynęła tylko górą, natomiast warstwy wody przy dnie były nieruchome.



Zanęta, która poszła do wody nie była zbyt skomplikowana. Ciemne Gold Pro Marcela w ilości 2kg, z niewielką ilością kleju oraz 1 paczka Brasem Caramel to całość mieszanki. Do dociążenia dałem jeszcze jedno opakowanie Gliny rozpraszającej , z niewielką ilością bentonitu.

Całość zanęty poszła na pierwsze nęcenie, gdyż każde donęcenie wprowadzało w łowisko dadatkową falę małej płotki, więc donęcać nie było sensu. Wszak polowaliśmy na Leszcza!

Pierwszego złowiłem już po 20 minutach, a później w podbieraku lądował leszcz co każde 10 minut. Niestety nie były to okazy. Największy miał około 400g, a większość pozostałych 150-200g. Niemniej jednak uzbierało się tego około 3kg i jeśli by dodać do tego kilka ryb spiętych, które od razu odprowadzały na kilka minut stado z pola nęcenia, to miałbym całkiem sympatyczny wynik.


Wracając do zestawów, to oba generowały wynoszone brania, zwane wystawkami, charakterystyczne do sposobu żerowania leszczy. Muszę przyznać że spektakularne wystawki to wspaniały widok dla oczu wędkarza. Gdyby jeszcze po zacięciu tak pięknego brania, na haczyku wisiała conajmniej kiogramowa ryba, satysfakcja była by jeszcze większa. Niestety w naszych warunkach i pół kilogramowy leszcz cieszy...

Na koniec jeszcze kilka słów o przynęcie. Nie od dziś wiadomo, że najskuteczniejszą leszczową przynętą jest pęczek ochotki. Niestety ogromna ilość drobnej płoci, którą niesposób było ominąć, skutecznie rozrywała leszczowy smakołyk, zanim ten dotarł do dna. Prawdopodobnie mój wynik byłby o wiele lepszy, gdybym mógł używać tej przynęty, jednak skazany byłem na pinkę i białe robaki, choć i te były atrakcyjne dla małej płotki, zwłaszcza w pierwszej godzinie. Niestety nie miałem ze sobą bardziej selektywnych przynęt, jak pęczak, czy ciasto, których praktycznie nie używam, jednak nie wydaje mi się, abym mógł na nie skusić leszcza o tej porze rok, a wydaje mi się że ominął bym nimi zarówno płoć, jak i leszcza, którego chciałem łowić.








Uczestnicy:

Zanęty
występujące
w relacji


OPIS / SKLEP


OPIS /


OPIS / SKLEP


OPIS /


Haczyki
występujące
w relacji


TABELA / SKLEP


produkty
występujące
w relacji


OPIS / SKLEP


OPIS / SKLEP


OPIS / SKLEP


OPIS / SKLEP


OPIS / SKLEP