autor strony: Tomasz Horemski
Logowanie    Kontakt    Komunikaty Klubowe    Sprzedaż wysyłkowa
Strona główna -                                                                                                                                                                                      Zawody przez nas organizowane
..............................................................................................................................................................................................................................

ZDJĘCIA:

2009-11-19, Poznań

Horemski Tomasz


2009-11-19, Poznań

Horemski Tomasz


2009-11-19, Poznań

Horemski Tomasz


2009-11-19, Poznań

Horemski Tomasz


2009-11-19, Poznań

Horemski Tomasz


2009-11-19, Poznań



2009-11-19, Poznań




Drobna płoć łowiona odległościówką
Drobna płoć łowiona odległościówką
2009-11-19, Poznań                     
Port na Warcie, Poznań

Wyjątkowo ciepły listopad sprawił, że cały czas można jeszcze łowić na spławik. Brania ryb są co prawda dużo gorsze niż latem, a ryby ostrożniejsze w bardzo czystej o tej porze roku wodzie, jednak to właśnie jest doskonałe wyzwanie dla wędkarza łowiącego w zawodach. Wszak nie chodzi o rzeźnię ryb, a o finezję i doskonalenie techniki.
widok na port
widok na port

Wtorkowy ranek był pochmurny i choć nie padał deszcz, wiszące nad głowami chmury cały czas deszczem straszyły. Cóż to jednak za przeszkoda dla świra, który całą noc warzył w kotłach zanętę. Teraz nie ma wyjścia, musi się znaleźć w wodzie!

Deszcz jednak nie nadszedł, a po kilkudziesięciu minutach zza chmur wyjrzało słońce. Na łowisko wybrałem stary port nad Wartą, gdzie łowić chciałem odległościówką. Popularny poznański "Cypel" jest dość częstym miejscem wędkowania, ponieważ styka się tam spokojna woda portu z porywistym nurtem rzeki Warty i jest to miejsce, w którym cały czas trzymają się ryby. Ja jednak postanowiłem łowić w porcie, na spokojnej wodzie, która przy podniesionym stanie Warty miała około 2,8m.
widok na portWoda nie była jednak całkiem stojąca. Warta wywołuje ciągły ruch mas wody portowej zatoki, dlatego łowiłem w niewielkim uciągu, porównywalnym z tym jaki najczęściej spotyka się na kanale Żerańskim.

Podobny też był i skład gatunkowy. Dominowała drobna płotka i ukleja, która w tych konkretnych warunkach przeszkadzała mi niesamowicie, ponieważ postanowiłem łowić odległościówką.
widok na port





Lekki zestaw, który zmontowałem bardzo powoli prowadził przynętę na dno, dlatego była ona doskonałym celem dla szybkiej uklei, która opanowała mnie całkowicie w pierwszej godzinie. Później jednak najadła się do syta i brała już tylko sporadycznie, dając miejsce płotce i krąpikowi.

widok na portSama zanęta nie była zbyt skomplikowana. Tradycyjnie już oparłem ją na glinie rozpraszającej, którą lekko skleiłem klejem mineralnym Liant a Coller, ta prosta mieszanka to nic innego jak popularny, z angielska zwany Double Leam, o którym możemy przeczytać w wielu angielskojęzycznych opracowaniach.

Mikser do zanętOczywiście ważne są proporcje, czego każdy w tym momencie oczekuje. Proporcje, jakich używają anglicy to 4kg gliny do 0,5kg Liant a Collera. Oczywiście można taniej bentonitami z polskim rodowodem, jednak tutaj trzeba doskonale rozeznawać się w ich mocy klejenia, żeby nie zrobić betonu! Dla przykładu podobną siłę klejenia mają kleje mineralne Trapera i Jaxona, dużo mocniej klei bentonit Wojziem.
Tyle na temat Double Leam (czytaj: Dabl lim), bo nie on wabi ryby, a jokers w nim umieszczony. Mój jokers niestety miał 3 tygodnie i chyba nie muszę pisać co to znaczy. Jego zapach osobiście nie zachęcał mnie do pobierania pokarmu, a rzekłbym nawet, że wywoływał odruch wręcz odwrotny. Miałem jednak nadzieję, że ryby mają zgoła odmienne upodobania kulinarne. Jak się później okazało rzeczywiście miały. 200g jokersa po przejściach wrzucone w 4kg gliny, podparte 0,5kg zanęty doskonale zwabiło ryby, które stały i żerowały przez całe 4 godziny treningu.

Mikser do zanętOczywiście zanęta. W moim przekonaniu nie była najważniejszym elementem mojej strategii nęcenia, ale zawsze warto wrzucić troszkę spożywki, chociażby dla lepszego samopoczucia. Ja tym razem użyłem 500g zanęty Marcela Van Den Eynde - Roach Black. Do tego domieszałem 100g świeżo zmielonych konopii, namoczyłem i wymieszałem pół na pół z wcześniej przygotowaną gliną.
W tym miejscu mam małą wskazówkę dla przyszłych gwiazd polskiego spławika, które dopiero zaczynają swoją błyskotliwą karierę, aby lekko przemoczyli zanętę przed dodaniem do niej gliny! Wymieszanie zbyt suchej zanęty z gliną będzie powodem rozpadania się kul, a dowilżanie gotowej mieszanki jest zazwyczaj źródłem dużych problemów związanych ze zmianą struktury mieszanki (po prostu robią się kluchy).

Świeże konopie w zanęcie ładnie pracują w górę i bardzo lubią je płotki. Osobiście uważam, ze jest to lepszy dodatek niż konopie prażone, choć zdania na ten temat są podzielone.

Mikser do zanęt Moja mieszanka nie była zbyt sklejona, więc podanie ją na zbyt dużą odległość mogło stanowić problem, zwłaszcza że miałem w planie rzucać kulę ręką, nie strzelać procą. Jednak port w miejscu, w którym łowiłem ma zaledwie 30m szerokości, wiec nie trzeba było nęcić zbyt daleko. Łowiłem dokładnie 22m od brzegu, gdzie grunt wynosił 2,70m. Kule spadły dość celnie w obszar 1m2, z czego byłem niezmiernie zadowolony. Niestety technika nęcenia jest niezwykle trudną sztuką, a najtrudniejszym jej aspektem jest dokładność. Wielu zawodnikom, w tym także mnie zdarza się czasem nęcenie typu "nalot dywanowy", kiedy to kule rozrzucone są na tak dużej powierzchni, że cieszymy się, jeśli wszystkie znalazły się w wodzie.

Podczas mojej sesji nęcenie było udane. Kule trafiły do wody, więc można było zacząć łów...

Jeszcze przed pierwszym zarzutem zauważyłem brak pudełka z ochotką. Prawdopodobnie zostawiłem ją w domu. Nie nastroiło mnie to zbyt optymistycznie, zwłaszcza, że miała to być moja główna broń na jesienne ryby. Miałem jednak w zanadrzu pudełko pinki, które "uratowały mi życie", a jak się później okazało były doskonałą przynętą, bardzo chętnie pobieraną przez płotki.

Na sam koniec zestaw. Łowiłem bardzo delikatnie zestawem 3XNr.8 + 2 krętliki. To całe obciążenie. Do tego obciążenia miałem dopasowanych 10 spławików, które testowałem.

Niestety niesłychanie ciężko na rynku o spławiki, które mają takie małe dociążenie na żyłce, a ich waga to 2-4g, dlatego przerobiłem sobie kilka spławików, poprzez przyklejenie ołowianej taśmy żywicą do wagglera. Bardzo skuteczne, choć niezbyt profesjonalnie wyglądające rozwiązanie i oczywiście spławiki w przyszości pasować będą wyłącznie do takiego obciążenia.






Rozkład śrucin dość klasyczny, który widać na rysunku pod tym linkiem. Śruciny umieszczone mam na dodatkowym kawałku żyłki o długości 70cm, z jednej strony zakończonym krętlikiem, z drugiej oczkiem jak do przyponu. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, aby w domu przygotować sobie kilka takich odcinków żyłki z gotowym obciążeniem, które nad wodą łatwo doczepić do krętlika, którym zakończona jest żyłka główna.

Ryby, które mi brały ciężko nazwać bonusami jednak przyjemność ich łowienia przeogromna. Branie co kilkanaście sekund dawało doskonały techniczny trening na metodę, która w naszym kraju budzi lęk i niepokój.

Moim największym sukcesem tego treningu był tylko jeden poplątany zestaw przez 4 godziny łowienia. Jeszcze do niedawana nie starczały mi 4 zestawy na 1 godzinę łowienia. Siatka pełna ryb była oczywiście dodatkową atrakcją.

połów i uwolnienie ryb
RYBY W CAŁOŚCI WRÓCIŁY DO WODY!





Uczestnicy:



produkty
występujące
w relacji


OPIS / SKLEP


OPIS / SKLEP


OPIS / SKLEP


OPIS / SKLEP